Bycie twarzą narodowego sportu to nie tylko owacje na stojąco w kowieńskiej Žalgiris Arenie. To także ciemna strona, o której rzadko mówi się głośno przy włączonych kamerach. Historia Edgarasa Ulanovasa i jego żony Gabiji pokazuje, że cena za sukces bywa wystawiana w najmniej odpowiednich momentach.

Kapitan na boisku, fan piłki nożnej po godzinach

Mało kto wie, że gdyby nie pomarańczowa piłka, Edgaras prawdopodobnie biegałby dziś po murawie. Gwiazdor Žalgirisu przyznaje, że jego pasja do futbolu jest niemal na równi z koszykówką. W wolnych chwilach nie analizuje wyłącznie zagrywek taktycznych Euroligi, ale namiętnie gra w Football Manager i nie opuszcza żadnego meczu sekcji piłkarskiej z Kowna.

Jednak rola kapitana w takim klubie to ogromny ciężar psychiczny. Ulanovas otwarcie mówi o tym, że znalezienie balansu między byciem liderem a efektywnym graczem zajęło mu mnóstwo czasu. To rzemiosło, którego uczą się tylko najlepsi, często dopiero w drugiej połowie swojej kariery.

Dlaczego żona kapitana Žalgirisu przestała czytać komentarze w dniu porodu - image 1

Moment, w którym hejt przekroczył granicę

Najbardziej poruszającym elementem nowej dokumentacji o koszykarzu jest wyznanie jego żony, Gabiji. Opisała ona sytuację, która w litewskim internecie odbiła się szerokim echem, ale dopiero teraz poznaliśmy perspektywę rodziny.

W dniu, w którym Gabija rodziła ich syna, Edgaras nie pojechał na mecz do Szawli. Reakcja "kibiców" w sieci była przerażająca:

  • Życzenia nieszczęścia w chwili, gdy rodzina spodziewała się nowego życia.
  • Ostra krytyka za "brak profesjonalizmu" w obliczu prywatnego wydarzenia.
  • Ataki personalne wymierzone bezpośrednio w ciężarną kobietę.

"To były najgorsze komentarze, jakie czytałam w życiu" – wspomina Gabija. To ważna lekcja dla nas wszystkich: za każdym wynikiem sportowym stoi człowiek, który ma prawo do prywatności w najważniejszych momentach życia.

Jak radzić sobie z toksycznością w sieci?

W mojej praktyce obserwatora mediów widzę, że jedynym skutecznym sposobem na cyfrowy hejt jest odcięcie się od źródła. Gabija zrozumiała, że ich świat kończy się na progu domu, a opinie anonimowych internautów nie mają realnego wpływu na szczęście ich rodziny. To brutalna, ale konieczna lekcja asertywności.

A Ty jak uważasz? Czy sportowcy powinni rezygnować z ważnych chwil rodzinnych dla dobra drużyny, czy może kibice zbyt często zapominają o empatii?