Wielu z nas zastanawia się, ile naprawdę zarabiają gwiazdy szklanego ekranu, zwłaszcza te pracujące w mediach publicznych. Często wyobrażamy sobie astronomiczne kwoty, ale rzeczywistość potrafi mocno zaskoczyć. Znany litewski prezenter, Paulius Ambrazevičius, postanowił przerwać milczenie i wyłożył karty na stół podczas publicznego wystąpienia.
Konkretna kwota „na rękę”
Prowadzenie popularnego programu dla dzieci i młodzieży „Lietuvos tūkstantmečio vaikai” (Dzieci Tysiąclecia Litwy) wydaje się prestiżowym zajęciem. Ambrazevičius przyznał jednak, że jego wynagrodzenie jest dalekie od politycznych diet czy kontraktów w komercyjnych stacjach.
- Za jeden odcinek programu prezenter otrzymuje około 375 euro netto (po opodatkowaniu).
- W przeliczeniu na złotówki to nieco ponad 1600 zł za emisję.
- Kwota ta obejmuje nie tylko czas przed kamerą, ale i przygotowania.
Zauważyłem ciekawą zależność: Ambrazevičius sam podkreśla, że kosztuje podatników znacznie mniej niż niejeden poseł, a misja edukacyjna, którą realizuje, daje mu ogromną satysfakcję osobistą. To rzadkie podejście w branży, gdzie liczy się głównie "parcie na szkło".

Dlaczego prezenter zdecydował się na taki krok?
Ujawnienie zarobków nie było przypadkowe. Stało się elementem szerszego protestu przeciwko zmianom w ustawie o mediach publicznych. Ambrazevičius, który od lat bawi i uczy miliony widzów, poczuł, że wolność słowa i niezależność dziennikarska są zagrożone przez decyzje polityczne.
W swoim mocnym przemówieniu nie szczędził krytyki rządzącym. Porównał działania polityków do „leopardów, które zjadają twarze” – nawiązując do słynnej satyry o ludziach głosujących na partie, które ostatecznie szkodzą im samym. To ostrzeżenie dla całego rynku medialnego, nie tylko tego publicznego.
Lekcja dla nas wszystkich
Choć sytuacja dotyczy Litwy, mechanizmy władzy i walki o wpływy w mediach są uniwersalne. W mojej praktyce dziennikarskiej widziałem już wiele takich "reform", które pod płaszczem usprawnień, miały na celu jedynie większą kontrolę. Ambrazevičius przypomina nam o czymś ważnym: wartość pracy nie zawsze mierzy się tylko zerami na koncie, ale przede wszystkim przyzwoitością.
Oto prosty „lifehack” od prezentera na nadchodzący czas: zamiast kolekcjonować książki dla ozdoby na półkach, zacznijmy je po prostu czytać. To najlepsza obrona przed manipulacją.
A Wy jak uważacie? Czy 375 euro za prowadzenie dużego programu telewizyjnego to sprawiedliwa stawka, czy może media publiczne powinny płacić lepiej, by przyciągać najlepszych ekspertów? Dajcie znać w komentarzach!