Kiedy myślimy o bezpiecznym miejscu dla naszych oszczędności, zazwyczaj ufamy profesjonalistom. Jednak historia pewnego księgowego z Wilna pokazuje, że dostęp do bankowości elektronicznej w niewłaściwych rękach może doprowadzić do katastrofy finansowej, o jakiej nie śnili nawet właściciele dużych drukarni.

Zauważyłem, że w ostatnich latach portale finansowe coraz głośniej trąbią o bezpieczeństwie cyfrowym, ale rzadko wspominają o najbardziej nieprzewidywalnym czynniku – ludzkiej słabości. W tym przypadku mowa o 48-letnim mężczyźnie, który przez osiem lat budował swoją "alternatywną rzeczywistość" za pieniądze pracodawców.

Mechanizm, który działał pod nosem szefów

W mojej praktyce rzadko spotykam się z taką determinacją. Urodzony w 1976 roku księgowy, pracując dla dwóch firm z branży wydawniczej i poligraficznej, wypracował prosty, ale skuteczny schemat. Zamiast realizować przelewy do dostawców, przekierowywał środki na własne konta.

Kulisy tego procederu są zdumiewające:

  • Mężczyzna swobodnie dysponował funduszami obu firm od 2016 do 2024 roku.
  • Z jednej spółki "wyprowadził" ponad 36 tysięcy euro.
  • W drugiej firmie straty sięgnęły niewiarygodnej kwoty 1,6 miliona euro przelanych bezpośrednio z kont bankowych oraz 18 tysięcy euro w gotówce.

Być może zastanawiasz się, jak to możliwe, że nikt nie zauważył braku milionów? Tutaj pojawia się pułapka zaufania. Ale jest tu pewien niuans – te pieniądze nie poszły na luksusowe jachty czy nieruchomości. Wszystko pochłonął hazard.

Dlaczego wileński księgowy przelał 1,7 miliona euro z konta firmy na własne - image 1

"Tylko raz spróbuję się odegrać"

Psycholodzy, jak Olegas Mackevičius, zwracają uwagę na mechanizm "pożyczki od losu". Hazardzista nie kradnie, by stać się bogatym. On "pożycza" firmowe pieniądze, by zainwestować je w zakład, wygrać, spłacić dług i po cichu wszystko wyrównać. To błędne koło, które w tym przypadku trwało blisko dekadę.

Warto zwrócić uwagę na sygnały ostrzegawcze, które od listopada będą musiały monitorować same firmy hazardowe:

  • Nagłe skoki stawek: Przejście z zakładów rzędu 10 euro na 1000 euro w krótkim czasie.
  • Częstotliwość logowań: Spędzanie długich godzin przed ekranem w godzinach pracy.
  • Zmiana zachowania: Ukrywanie ekranu telefonu czy nagły stres związany z finansami.

Jak chronić finanse swojej firmy?

Jeśli prowadzisz firmę lub zarządzasz zespołem, mam dla Ciebie prostą radę: zasada dwóch par oczu. Nigdy nie pozwalaj, aby jedna osoba miała wyłączny dostęp do zatwierdzania przelewów i jednoczesnego rozliczania faktur. To prosty filtr, który działa jak zabezpieczenie w karabinie – zapobiega przypadkowemu wystrzałowi, który może zrujnować biznes.

Co czeka wileńskiego księgowego?

Obecnie majątek oskarżonego, wart około 100 tysięcy euro, został zabezpieczony. To zaledwie ułamek kwoty, która wyparowała w kasynach. Mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia. Kluczowym pytaniem dla sądu będzie teraz: czy to była świadoma kradzież, czy choroba, czyli uzależnienie, które ograniczało jego poczytalność?

A Wy jak uważacie? Czy w takich przypadkach uzależnienie od hazardu powinno być okolicznością łagodzącą, czy wręcz przeciwnie – dowodem na to, że sprawca działał z pełną determinacją, by zdobyć środki na kolejny zakład?

Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie.