Czasami sekunda nieuwagi wystarczy, by życie, które mozolnie budowaliśmy, rozsypało się jak domek z kart. 33-letni Edvinas cieszył się swoim „złotym wiekiem”, dopóki jeden niefortunny ruch fotelem nie zamienił jego rzeczywistości w walkę o każdy oddech i krok. To przestroga, którą każdy z nas powinien wziąć do serca, siedząc dziś przed monitorem.
Chwila, której nie da się cofnąć
Edvinas, student architektury, urządzał swoje wymarzone mieszkanie typu loft w Wilnie. Otwarte przestrzenie, nowoczesny design – to miało być jego miejsce na ziemi. Zabrakło tylko jednego: barierek na antresoli, których montaż ciągle odkładał „na jutro”.
Feralnego dnia pracował przy komputerze. Wystarczył odruch – lekkie odepchnięcie się krzesłem od biurka. Koła fotela trafiły w próżnię. Mężczyzna spadł z wysokości dwóch i pół metra, uderzając głową prosto w nieruchomy, żeliwny grzejnik. Sam przyznaje z goryczą, że trudno o głupszy wypadek, będąc całkowicie trzeźwym.
Zegarek, który uratował życie
Po upadku nastąpiła ciemność. Edvinas odzyskał przytomność po kilku godzinach, ale nie czuł nic poniżej szyi. W świecie, gdzie smartfony leżą poza zasięgiem ręki, uratował go smartwatch na nadgarstku. To dzięki niemu zdołał wybrać numer do przyjaciela.
- Wielokrotne złamania czaszki: Siła uderzenia była tak duża, że krew była dosłownie wszędzie.
- Zmiażdżony kręgosłup: Jeden z kręgów rozsypał się w pył, paraliżując sprawne dotąd ciało.
- Trzydniowa śpiączka: Lekarze dawali minimalne szanse na przeżycie, a o chodzeniu nikt nawet nie wspominał.
„Mój kręgosłup był jak rozgotowany makaron spaghetti, po prostu przewracałem się na boki” – wspomina pierwsze próby siadania na wózku. Dla kogoś, kto chwilę wcześniej trenował pięć razy w tygodniu, była to emocjonalna przepaść.

Dlaczego standardowa rehabilitacja to za mało?
W mojej praktyce redakcyjnej często widzę podobne historie, ale przypadek Edvinasa pokazuje coś jeszcze: determinację w poszukiwaniu rozwiązań poza utartym schematem. Mężczyzna zdecydował się na rehabilitację w Polsce, ponieważ zauważył istotną różnicę w podejściu do pacjenta.
Zauważył on, że lokalne systemy często skupiają się na „nauce życia z niepełnosprawnością”, podczas gdy nowoczesne ośrodki, m.in. w naszym kraju, walczą o stymulację układu nerwowego do regeneracji. Edvinas inwestuje każdą złotówkę w innowacyjne terapie, w tym kosztowny przeszczep komórek macierzystych pod okiem szwajcarskich specjalistów.
Na co warto zwrócić uwagę w swoim otoczeniu?
Ten wypadek uczy nas, że bezpieczeństwo w domu to nie „nudne przepisy”, ale realna granica między zdrowiem a tragedią. Oto co możesz zrobić już teraz:
- Sprawdź stabilność podłoża: Jeśli pracujesz na wysokości (antresole, podesty), blokada kółek w fotelu to absolutna konieczność.
- Zabezpiecz krawędzie: Barierka to nie tylko estetyka, to jedyna bariera między Tobą a grawitacją w chwili zamyślenia.
- Wykorzystaj technologię: Funkcja wykrywania upadku w zegarkach naprawdę ratuje życie – warto mieć ją aktywną.
Zapach, który stał się wspomnieniem
Tragedia odebrała mu nie tylko siłę w nogach. Jako pasjonat i kolekcjoner perfum, Edvinas stracił zmysł powonienia. Dziś patrzy na flakony, których zapach pamięta, ale których nie może już poczuć. Mało kto zdaje sobie sprawę, że urazy czaszki często trwale niszczą receptory węchowe, zmieniając jedzenie w zwykłe „paliwo” bez smaku.
Mimo to, Edvinas nie poddaje się. Planuje powrót na studia we wrześniu i wierzy, że wózek to tylko „tymczasowy towarzysz”. Jego upór jest dowodem na to, że nawet gdy ciało zawodzi, duch może pozostać nieugięty.
A czy Wy dbacie o ergonomię i bezpieczeństwo w swoim kąciku do pracy, czy – podobnie jak Edvinas – odkładacie zabezpieczenia na później?