Przez lata kupowałam nową bieliznę i za każdym razem zastanawiałam się nad tym samym szczegółem. Ten mały fragment materiału w kroku – czy to niedopatrzenie projektanta, ozdoba, a może faktycznie jakaś ukryta kieszonka? Nigdy nie drążyłam tematu, dopóki moja zaprzyjaźniona krawcowa nie zadała mi prostego pytania: „Wiesz, po co to właściwie tam jest?”.

Gdy przyznałam, że nie mam pojęcia, uśmiechnęła się i powiedziała coś, co całkowicie zmieniło moje podejście do zakupów w popularnych sieciówkach. Okazuje się, że to najważniejsza część Twoich majtek, a większość z nas ignoruje jej jakość przy wyborze idealnego modelu.

To nie jest błąd przy szyciu, to „klin”

Ta mała wstawka ma swoją profesjonalną nazwę – to klin (po łacinie gusset). Wiele kobiet w Polsce podczas zakupów w sklepach takich jak Intimissimi czy popularny polski Esotiq, szuka koronek i fasonów, zapominając o tym jednym detalu. A to właśnie on decyduje o naszym komforcie przez osiem godzin w pracy.

Krawcowa pokazała mi dwa rodzaje wykończenia:

  • Klin całkowicie przyszyty: najczęściej spotykany w bieliźnie sportowej i bawełnianej.
  • Klin otwarty z jednej strony: tworzący wspomnianą „kieszonkę”. Powstaje tak, ponieważ doszycie tej warstwy z obu stron na maszynie przemysłowej byłoby zbyt czasochłonne i drogie, a szew mógłby uwierać.

Bez względu na to, czy „kieszonka” jest zaszyta, czy nie, jej funkcja pozostaje niezmienna. I nie chodzi tu o estetykę.

Dlaczego ten materiał musi być inny?

Zauważyłaś, że nawet jeśli Twoje majtki są wykonane z pełnego poliestru, koronki czy śliskiego elastanu, ten mały fragment jest prawie zawsze z bawełny? To nie przypadek, ale kwestia naszej fizjologii. Wyjaśnienie jest prostsze, niż myślisz:

1. Higiena i cyrkulacja: Syntetyczne tkaniny wyglądają kusząco, ale kompletnie nie przepuszczają powietrza. Tworzą efekt „szklarni”, co w naszym klimacie – szczególnie podczas wilgotnej jesieni czy upalnego lata – jest prostą drogą do podrażnień. Bawełniany klin wchłania wilgoć i pozwala skórze oddychać.

2. Warstwa ochronna: Intymne części ciała są niezwykle wrażliwe na szorstkie szwy i syntetyczne barwniki. Naturalna bawełna w tym miejscu działa jak filtr ochronny.

3. Trwałość produktu: Krawcowa pokazała mi starą bieliznę, by udowodnić, że to właśnie w kroku materiał zużywa się najszybciej. Dodatkowa warstwa wzmacnia konstrukcję i sprawia, że Twoje ulubione figi nie stracą fasonu po trzech praniach.

Jak sprawdzić, czy kupujesz produkt dobrej jakości?

Przy następnych zakupach nie patrz tylko na metkę z ceną w złotówkach. Zastosuj trzy rady, które dostałam w pracowni krawieckiej:

  • Dotknij wnętrza: Jeśli wkładka jest tak samo śliska i „plastikowa” jak reszta majtek – odłóż je na półkę. Twoja skóra Ci za to podziękuje.
  • Sprawdź szwy: Dobra bielizna ma klin wszyty tak płasko, że prawie go nie czuć pod palcem. Wystające nitki w tym miejscu to gwarantowany dyskomfort.
  • Zwróć uwagę na rozmiar wstawki: Powinna być wystarczająco szeroka, by faktycznie chronić Twoje ciało, a nie tylko „być” dla zasady.

Wróciłam do domu i przejrzałam swoją szufladę. Dopiero teraz zrozumiałam, dlaczego w jednych modelach czuję się świetnie cały dzień, a inne sprawiają, że marzę tylko o tym, by je zdjąć zaraz po powrocie do domu. Mała bawełniana wstawka to nie ozdoba – to Twoja tarcza.

A Wy zwracacie uwagę na materiał tej „kieszonki” podczas zakupów, czy liczy się dla Was tylko kolor i koronka?