Kupując auto elektryczne, wielu z nas liczyło na spokój ducha i technologię na lata. Rzeczywistość uderza jednak jak zimny prysznic: najnowsze dane pokazują, że pozbywamy się ich aż cztery razy szybciej niż tradycyjnych benzyniaków. To nie awarie są problemem, ale coś znacznie bardziej podstępnego, co drenuje nasze portfele.

Pułapka smartfona na kołach

W mojej praktyce obserwuję ciekawe zjawisko – samochód przestał być środkiem transportu, a stał się gadżetem. O ile poczciwy Passat czy Toyota w polskich warunkach służą jednemu właścicielowi średnio przez 12 lat, o tyle elektryki zmieniają dom już po około 36 miesiącach. Skąd ten pośpiech?

Przyczyna leży w tak zwanym cyklu życia produktu. Zauważyliście, jak szybko starzeje się Wasz telefon? Z samochodami na prąd zaczyna być identycznie. Ale jest tu drugie dno, o którym rzadko wspomina się w salonach.

  • Wyścig zasięgów: Model sprzed trzech lat oferuje 300 km, dzisiejszy już 500 km. Ta różnica buduje psychiczny dyskomfort.
  • Szybkość ładowania: Starsze systemy stają się irytujące, gdy nowsze auta obok „tankują” prąd dwa razy szybciej.
  • Oprogramowanie: Brak możliwości aktualizacji kluczowych funkcji sprawia, że auto wydaje się przestarzałe, mimo że mechanicznie jest w świetnej formie.

Dlaczego właściciele samochodów elektrycznych pozbywają się ich po zaledwie trzech latach - image 1

Dlaczego stara benzyna wciąż wygrywa w naszych sercach?

Samochody spalinowe traktujemy inaczej. To „technologia domknięta”. Kiedy kupujesz auto benzynowe, wiesz, czego się spodziewać za 5 czy 10 lat. Silnik mruczy tak samo, a fakt, że nowy model ma o 5 koni mechanicznych więcej, nie sprawia, że Twój staje się bezużyteczny.

W przypadku elektryków czujemy na plecach oddech inżynierów, którzy co chwilę ogłaszają „przełom”. To sprawia, że właściciele uciekają ze swoimi autami na rynek wtórny, zanim ich wartość drastycznie spadnie przez nową generację baterii.

Mój sposób na „długowieczność” elektryka

Jeśli nie chcesz wpadać w tę spiralę wymiany, mam dla Ciebie jedną radę: przestań patrzeć na specyfikacje nowych modeli. Jeśli Twoje obecne auto pokonuje codzienną trasę do pracy i z powrotem, a wieczorem ładuje się w garażu, to postęp technologiczny u sąsiada w niczym nie pogarsza Twojego komfortu. Rzeczywista użyteczność nie starzeje się tak szybko jak tabelki w Excelu.

Być może czas zadać sobie pytanie: czy to my sterujemy naszymi wyborami, czy marketingowy pęd za nowością, który wmawia nam, że trzyletnie auto to już zabytek?

A jak jest u Was? Planujecie trzymać swoje obecne auto "aż do końca", czy już zerkacie w stronę nowszych modeli przez te wszystkie technologiczne nowinki?