Pamiętacie ostatnie, wyjątkowo duszne wieczory, gdy temperatura w Warszawie czy Wrocławiu nie spadała poniżej 20 stopni nawet w nocy? Wiele wskazuje na to, że to była tylko rozgrzewka. Eksperci ogłosili właśnie powrót zjawiska El Niño, które potrafi wywrócić globalną pogodę do góry nogami w zaledwie kilka tygodni.
To nie są zwykłe prognozy, jakich wiele w sieci – to sygnał alarmowy dla rolnictwa, gospodarki i naszego samopoczucia. Musimy przygotować się na scenariusz, w którym słupki rtęci przekroczą wieloletnie normy już na samym początku wakacji.
Czym jest „gorący oddech” oceanu?
Nasz system klimatyczny działa jak gigantyczne wahadło. Przez ostatni czas żyliśmy w fazie La Niña, która charakteryzuje się chłodniejszymi wodami Pacyfiku. Teraz jednak wahadło wychyla się w drugą stronę. El Niño to potężny zastrzyk energii cieplnej, który ocean „wyrzuca” prosto do atmosfery.
W moich obserwacjach zmian pogodowych w Polsce zauważyłem, że takie zjawiska rzadko oznaczają po prostu „ładną pogodę”. To raczej destabilizacja całego układu, co w naszych realiach często kończy się gwałtownymi burzami i falami upałów, które trudno wytrzymać bez klimatyzacji.
Co dokładnie się zmienia?
- La Niña: Faza chłodna, którą właśnie żegnamy.
- El Niño: Faza gorąca, gdzie wody środkowego Pacyfiku drastycznie się nagrzewają.
- Stan neutralny: Krótka „cisza przed burzą”, którą odczujemy tej wiosny.

Dlaczego tegoroczne lato może pobić rekordy?
Amerykańska agencja NOAA potwierdza: prawdopodobieństwo pełnego wejścia w fazę El Niño przed jesienią przekracza 50%. Ale jest haczyk. Choć główne efekty zjawiska odczuwamy zazwyczaj zimą, tempo dzisiejszego nagrzewania się oceanów jest tak szybkie, że dodatkowy ładunek ciepła poczujemy już w lipcu i sierpniu.
W praktyce oznacza to, że grunt zdąży się nagrzać o wiele wcześniej. Dla nas w Polsce to konkretne ryzyko: Wysychające rzeki i zakazy podlewania ogródków mogą stać się codziennością szybciej niż w ubiegłych latach. Być może zauważyliście już, że ceny warzyw na lokalnych bazarkach reagują na każdą dłuższą suszę – El Niño może ten trend tylko pogorszyć.
Nie tylko upał, ale i „pogodowy roller-coaster”
Wielu z nas kojarzy El Niño tylko z gorącem. Sęk w tym, że to zjawisko działa jak filtr do kawy, który nagle został zatkany – woda i energia gromadzą się w niekontrolowany sposób. Podczas gdy w Australii płoną lasy, w Europie ciepła atmosfera zatrzymuje więcej wilgoci.
Spodziewajcie się gwałtownych zjawisk: W ciągu kilku godzin spokojne popołudnie może zamienić się w nawałnicę z gradem. To właśnie efekt „rozhuśtanej” atmosfery, która nie potrafi znaleźć równowagi.
Prosty trik na nadchodzące fale gorąca
W mojej praktyce najlepiej sprawdza się sprawdzona metoda południowców: całkowite zasłanianie okien od strony południowej już o 8 rano. Brzmi banalnie, ale przy El Niño tradycyjne wietrzenie w ciągu dnia tylko zamieni Twój dom w piekarnik. Warto też sprawdzić stan domowej klimatyzacji lub wentylatorów już teraz – w czerwcu ceny mogą być o połowę wyższe.
Czy Waszym zdaniem polskie lato staje się coraz trudniejsze do zniesienia, czy może wolicie takie temperatury od deszczowej aury? Dajcie znać, czy planujecie urlop w kraju, czy ucieczkę w jeszcze cieplejsze regiony!