Kiedy w mediach pojawiła się informacja o surowym wyroku dla Gediminasa Filipavičiusa, wielu odetchnęło z ulgą. Jednak ta sprawa ma drugie dno, o którym śledczy do tej pory milczeli, czekając na odpowiedni moment. Okazuje się, że dowody znalezione podczas śledztwa otwierają drogę do kolejnego procesu, który może na zawsze zamknąć drzwi celi za tym człowiekiem.
Nowe fakty, które zmieniają postać rzeczy
Prokurator Dariusz Valkavičius oficjalnie potwierdził, że zakończono kolejne dochodzenie przedprocesowe. W mojej pracy dziennikarskiej rzadko spotykam się z sytuacją, gdzie jedna osoba jest łączona z tak dużą liczbą drastycznych czynów w tak krótkim odstępie czasu. Zebrany materiał dowodowy jest na tyle mocny, że oskarżenie o kolejne przestępstwa to tylko formalność.
- W nowej sprawie występują dwie kolejne pokrzywdzone kobiety.
- Śledczy dysponują dowodami, które wskazują na wyjątkową niebezpieczność sprawcy.
- Zarzuty mają dotyczyć zdarzeń, które miały miejsce jeszcze przed głośnym porwaniem dziewczynki.
Metody działania, które przerażają
Choć śledczy nie chcą jeszcze zdradzać wszystkich szczegółów, nieoficjalne informacje wskazują na schemat działania, który mrozi krew w żyłach. Były adwokat podejrzanego wspominał wcześniej o zarzutach dotyczących gwałtu, choć oskarżony konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Ale jest pewien niuans – prokuratura twierdzi, że tym razem dowody "mówią same za siebie".

Jak rozpoznać zagrożenie? Krótka lekcja czujności
Analizując tę sprawę, zauważyłem jedną wspólną cechę: sprawca wybierał ofiary w momentach ich izolacji. To bolesna lekcja dla nas wszystkich, mieszkańców regionu, gdzie poczucie bezpieczeństwa było dotąd normą. Warto pamiętać o kilku zasadach:
- Zawsze informuj bliskich o zmianie trasy powrotnej do domu, nawet jeśli to tylko kilkaset metrów.
- Zaufaj intuicji: jeśli ktoś w Twoim otoczeniu zachowuje się nietypowo lub obserwuje okolicę z samochodu bez wyraźnego powodu, zgłoś to – to nie jest przesada, to prewencja.
- Współczesna technologia (jak udostępnianie lokalizacji w telefonie) działa jak cyfrowe ubezpieczenie.
Wyrok 20 lat więzienia, który zapadł w kowieńskim sądzie, uznano za maksymalny możliwy wymiar kary w tamtej sprawie. Jednak prokuratorzy podkreślają, że to dopiero "kwestia czasu", gdy Filipavičius ponownie stanie przed sądem. To sygnał dla społeczeństwa, że system sprawiedliwości tym razem nie zamierza odpuścić.
Czy Waszym zdaniem systemy bezpieczeństwa w naszych miastach są wystarczające, by zapobiegać takim historiom, czy może potrzebujemy więcej monitoringu w miejscach publicznych?