Kosmiczny gigant, który przez 14 lat badał tajemnice ziemskiej atmosfery, kończy swoją misję w spektakularny sposób. Już 10 marca urządzenie wbiegnie w gęste warstwy atmosfery, zamieniając się w ognistą kulę na nocnym niebie. Choć wizja spadającego z nieba metalu budzi dreszcze, naukowcy uspokajają – szanse na to, że komuś stanie się krzywda, są mniejsze niż wygrana w lokalnej loterii.
Misja, która przetrwała siedem razy dłużej
Zondas Van Allen Probe A to nie był zwykły sprzęt. Wysłany w kosmos w 2012 roku, miał pracować zaledwie dwa lata. Jednak amerykańska inżynieria okazała się twardsza, niż zakładano. Przez ponad dekadę satelita krążył w samym sercu pasów radiacyjnych Ziemi, dostarczając nam danych, bez których dzisiejszy internet satelitarny czy nawigacja GPS mogłyby po prostu przestać działać.
Warto wiedzieć: To właśnie dzięki temu urządzeniu wiemy, jak chronić nasze smartfony i sieci energetyczne przed potężnymi burzami słonecznymi. Bez tych informacji każda większa flara na Słońcu mogłaby odciąć Polskę od prądu na wiele godzin.
Gdzie spadną szczątki sondy?
Większość z 590 kilogramów aparatury spłonie w temperaturze tysięcy stopni Celsjusza, zanim w ogóle dotknie powierzchni. Ale co z resztą? Oto fakty, które pozwolą Ci spać spokojnie:

- Około 70% powierzchni Ziemi to woda, więc ocean jest naturalnym "lądowiskiem" dla kosmicznego złomu.
- Ryzyko, że odłamek trafi w człowieka, wynosi zaledwie 1 do 4200.
- Większość elementów konstrukcyjnych wyparuje w atmosferze, tworząc zjawisko przypominające spadającą gwiazdę.
Jak to wpływa na Twoje bezpieczeństwo?
Choć brzmi to groźnie, NASA od lat stosuje sprawdzony protokół "kontrolowanego końca". Zamiast zostawiać śmieci na orbicie, gdzie mogłyby zderzyć się z aktywnymi satelitami (np. tymi od Starlink, które widzimy czasem nad polskim niebem), agencja decyduje się na ich sprowadzenie w dół.
W mojej praktyce śledzenia zdarzeń orbitalnych, rzadko spotykam misje tak owocne. Van Allen Probe A nie tylko przetrwał srogie warunki radiacyjne, ale "nauczył" nas, jak budować bezpieczniejsze systemy komunikacji dla przyszłych astronautów lecących na Księżyc.
Mały trik dla fanów nieba
Jeśli wieczorem 10 marca zauważysz wyjątkowo jasny, powolny punkt przecinający horyzont, możesz mieć szczęście. Satelity wchodzące w atmosferę często rozpadają się na kilka świecących smug. W przeciwieństwie do meteorów poruszają się one znacznie wolniej i zmieniają kolory w miarę spalania się różnych metali.
A Ty, czy przejmujesz się narastającą ilością "kosmicznych śmieci" nad naszymi głowami, czy ufasz, że technologia zawsze poradzi sobie z ich usuwaniem?