Wygląda na to, że czas beztroskiego rozliczania paliwa i napraw telefonów z publicznych pieniędzy dobiegł końca. Sprawa radnego Aurimasa Žvinysa i jego kolegów to jasny sygnał: to, co kiedyś uchodziło płazem, dziś trafia pod lupę śledczych. Jeśli myślisz, że kilka paragonów nie może zniszczyć kariery, ta historia szybko wyprowadzi Cię z błędu.
Precyzyjna akcja służb antykorupcyjnych
Litewska Służba Badań Specjalnych (STT) nie bawi się w uprzejmości. Aurimas Žvinys, radny Szawli w latach 2019–2023, stał się głównym bohaterem dochodzenia, które obnaża mechanizmy "dorabiania" do diety samorządowca. Zarzuty są poważne i obejmują nie tylko nadużycie władzy, ale i fałszerstwa.
Oto co dokładnie zarzuca się politykom:
- Aurimas Žvinys: podejrzenie wyłudzenia ponad 8 200 euro poprzez manipulowanie raportami za paliwo.
- Arvydas Mockus: nieprawidłowości przy rozliczaniu kosztów naprawy telefonu i paliwa (szkoda ok. 1 600 euro).
- Tomas Budrikis: kreatywne księgowanie części samochodowych i paliwa w Šilutė (ponad 3 900 euro strat).
Jak działał mechanizm "pustego baku"?
W swojej praktyce dziennikarskiej widziałem wiele, ale tupet przy przedstawianiu rzekomych kosztów paliwa zawsze zaskakuje. Radni składali raporty, które według prokuratury zawierały nieprawdziwe informacje. To nie były drobne pomyłki, lecz systematyczne działanie mające na celu wyprowadzenie pieniędzy z miejskiej kasy.

Warto zauważyć, że kwota 8 276 euro w przypadku samego Žvinysa to nie są grosze – to równowartość przyzwoitego używanego auta w Polsce czy na Litwie, sfinansowana prosto z kieszeni podatnika.
Na czym wpadli samorządowcy?
Służby coraz skuteczniej łączą kropki między terminami sesji rady a logowaniami kart paliwowych i lokalizacją stacji. Bywa, że radny „tankuje” w dwóch różnych miastach w odstępie godziny, co fizycznie jest niemożliwe. Być może właśnie takie szczegóły pogrążyły Žvinysa.
Lekcja dla każdego z nas
Choć sprawa dotyczy Litwy, mechanizm jest uniwersalny i dobrze znany również w polskich samorządach. Transparentność wydatków publicznych stała się faktem, a cyfrowe ślady są niemal niemożliwe do zatarcia. Dzisiejsze narzędzia prokuratury działają niczym filtr – oddzielają realne koszty od "kreatywnej księgowości".
Czego uczy nas ten skandal?
- Każdy podpis pod dokumentem finansowym to odpowiedzialność karna, a nie tylko formalność.
- Służby coraz rzadziej ignorują „małe kwoty”, budując z nich duże akty oskarżenia.
- W dobie internetu reputację traci się w pięć minut po jednym komunikacie prokuratury.
A jakie jest Wasze zdanie – czy surowe karanie za "paliwo plus" to jedyny sposób na uzdrowienie lokalnej polityki, czy może system rozliczeń jest po prostu zbyt skomplikowany? Dajcie znać w komentarzach.