Każdej jesieni robiłem to samo. Gdy tylko dni stawały się krótsze, wpadałem w spiralę zakupową: witamina C, D, Omega-3 i obowiązkowy zestaw „multivita”. Wydawałem setki złotych w aptekach, wierząc, że buduję tarczę ochronną przed mroźną zimą w Polsce.
Wszystko zmieniło się w gabinecie mojego lekarza, który zapytał wprost: „Czy kiedykolwiek sprawdził pan, czy naprawdę panu ich brakuje, czy po prostu kupuje pan poczucie bezpieczeństwa?”. To, co usłyszałem później, całkowicie zmieniło moje podejście do zdrowia i portfela.
„Zimowa awitaminoza” to w dużej mierze mit
Lekarz wyjaśnił mi, że termin „awitaminoza”, którym tak chętnie szafują reklamy, to ciężki stan patologiczny. Mówimy o szkorbucie (brak witaminy C) czy krzywicy (brak witaminy D). W dobie dzisiejszego dostępu do żywności, takie przypadki to rzadkość.
Prawda jest brutalna: jeśli nie żyjesz o samym chlebie i wodzie przez kilka miesięcy, prawdopodobnie nie masz awitaminozy. Większość z nas cierpi co najwyżej na sezonowe niedobory, a to ogromna różnica.
Dlaczego Twoje ciało radzi sobie lepiej, niż myślisz?
- Dostępność jedzenia przez cały rok: Nasi dziadkowie zimą jedli tylko to, co w piwnicy. My mamy w Biedronce czy Lidlu świeżą paprykę, cytrusy i mrożonki, które zachowują większość wartości odżywczych.
- Zapasy w „magazynach”: Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E, K) Twój organizm potrafi magazynować. To, co „uzbierałeś” latem, często wystarcza na długie tygodnie.
- Problem z tabletką: W jedzeniu witaminy występują z kofaktorami, które pomagają w ich wchłanianiu. Syntetyczna tabletka często kończy jako... „drogi mocz”, bo organizm po prostu jej nie przyswaja i wydala.

Kiedy suplementy są naprawdę potrzebne?
Mój lekarz nie jest radykałem. Przyznał, że są sytuacje, w których słoiczek z apteki jest niezbędny, ale tylko po wykonaniu badań krwi. W Polsce realnym problemem jest jedynie:
- Witamina D3: Ze względu na nasze położenie geograficzne i brak słońca od października do kwietnia.
- Witamina B12: Jeśli jesteś na diecie wegańskiej.
- Kwas foliowy: Dla kobiet planujących ciążę.
- Żelazo: Ale tylko przy potwierdzonej anemii.
Ładowanie w siebie „multiwitamin” bez konkretnego powodu to rosyjska ruletka. Nadmiar witamin (szczególnie tych rozpuszczalnych w tłuszczach) może być po prostu toksyczny dla wątroby.
Mój domowy „zestaw ratunkowy” zamiast apteki
Zamiast wydawać 150 zł na kolorowe kapsułki, lekarz polecił mi zajrzeć do warzywniaka. Okazuje się, że polska kiszona kapusta ma więcej witaminy C niż reklamowane suplementy, a przy okazji dba o nasze jelita lepiej niż drogie probiotyki.
Moja nowa rutyna: Zamiast pięciu słoiczków, kupuję tłuste ryby (śledź, makrela), jem więcej jajek i pilnuję, by w każdym posiłku było coś zielonego. A raz w roku robię profil badań: witamina D, B12 i ferrytyna. Kosztuje to tyle, co jeden „markowy” zestaw witamin, a daje 100% pewności.
Byłem w szoku, kiedy po badaniach wyszło, że brakowało mi tylko D3. Reszta wyników była w normie. Przez lata płaciłem za coś, co i tak lądowało w toalecie.
A Ty kiedy ostatnio sprawdzałeś poziom witamin w swojej krwi, zamiast wierzyć reklamom w telewizji?