Wiele mam marzy o tym, by mieć z dzieckiem relację opartą na absolutnym koleżeństwie. Wydaje nam się, że bycie „psiapsiółką” to najwyższy stopień macierzyńskiego sukcesu. Jednak Eva Saikovska, znana z wyjątkowego wyczucia stylu i estetyki, stawia sprawę jasno: w domu musi być matka.

Zauważyłam, że w dzisiejszych czasach granica między byciem wspierającym rodzicem a rówieśnikiem zaciera się zbyt mocno. Eva, która na co dzień zajmuje się "polowaniem" na unikalne meble vintage, przenosi swoją intuicję także na grunt wychowawczy. Jej podejście jest odświeżające, bo nie boi się głośno powiedzieć tego, co wielu z nas przeczuwa: dziecko potrzebuje autorytetu, a nie kolejnej koleżanki do plotek.

Relacja, która nie potrzebuje filtrów

Dla Evy macierzyństwo to balansowanie między czułością a mądrym dystansem. Razem z 12-letnią Adelą tworzą duet, który zamiast w centrach handlowych, czas spędza w galeriach sztuki i na koncertach w Filharmonii Narodowej. Ale to nie wspólne pasje są tu kluczowe, a jasny podział ról.

  • Rytuały zamiast kontroli: Każdy poranek zaczyna się od komplementu i małego gestu – Eva błogosławi dzień córki, robiąc znak krzyża na jej czole.
  • Edukacja estetyczna: Zamiast narzucać gotowe schematy, uczy Adelę odporności na tanie trendy i dokonywania własnych wyborów.
  • Granice pełne miłości: Bycie mamą oznacza branie odpowiedzialności za kierunek, w którym idzie dziecko.

„Jeśli ja będę jej przyjaciółką, to kto wtedy będzie jej mamą?” – to pytanie, które Eva zadała w jednym z wywiadów, powinno wybrzmieć w każdym polskim domu. W mojej praktyce obserwacyjnej widzę, że dzieci "przyjacielskich" rodziców często czują się zagubione, bo brakuje im bezpiecznej przystani, jaką jest rodzicielska hierarchia.

Dlaczego przestałam być „przyjaciółką” własnej córki. Szczera rozmowa o granicach w domu - image 1

Dom jak galeria emocji

Saikovska, mimo braku formalnego wykształcenia w architekturze, stała się twarzą studia „MidCentury”. Jej metoda na wnętrze jest identyczna jak na wychowanie: słuchaj siebie, a nie sztywnych zasad. Twierdzi, że dom musi mieć swojego „bohatera” – jeden wyjątkowy przedmiot, wokół którego kręci się reszta życia. U niej jest to lekka, szklana biblioteczka w stylu Bauhaus.

Jak stworzyć wnętrze z duszą? Wskazówki od Evy:

  • Zasada kontrastów: Łącz materiały, które teoretycznie do siebie nie pasują: zimne szkło z miękkim futrem, twardy kamień z delikatną skórą.
  • Metoda małych kroków: Nie kupuj wszystkiego naraz po przeprowadzce. Zamieszkaj w pustej przestrzeni i poczuj, w którym rogu najchętniej pijesz kawę.
  • Inwestuj w historię: Meble vintage niosą ze sobą ładunek emocjonalny, którego nie znajdziesz w sieciówkach.

Słuchając o jej podejściu, zrozumiałam, że autentyczność – czy to w doborze sofy, czy w rozmowie z nastolatką – wymaga odwagi do bycia "nienowoczesnym". W świecie instant, Eva wybiera slow life i slow parenting.

Być może warto dziś wieczorem, zamiast kolejnego pytania o oceny, po prostu szczerze pochwalić swoje dziecko i wyznaczyć jasną granicę, która da mu poczucie bezpieczeństwa? A może czas wyrzucić katalogowe meble i poszukać własnego "bohatera" na targu staroci?

A jakie jest Wasze zdanie: czy w relacji z dzieckiem lepiej być kumplem, czy jednak zachować dystans przewodnika?