Sztuczna inteligencja właśnie przestała być tylko generatorem śmiesznych obrazków i prostych tekstów. Google zaprezentowało model Lyria 3, który sprawia, że tworzenie profesjonalnej ścieżki dźwiękowej staje się tak proste, jak wysłanie zdjęcia na Messengerze. Jeśli myśleliście, że muzyka z komputera zawsze brzmi "plastikowo", ta nowość całkowicie zmieni Wasze zdanie.
Koniec z wpisywaniem skomplikowanych komend
Większość z nas kojarzy AI z wpisywaniem długich poleceń, by uzyskać marny efekt. W przypadku Lyria 3 zasady gry się zmieniły. Zauważyłem, że najciekawszą funkcją nie jest tekst, ale multimodalność. Co to oznacza w praktyce?
- Pokazujesz systemowi zdjęcie zachodu słońca nad Bałtykiem, a on dobiera do niego idealny, nostalgiczny klimat.
- Wgrywasz krótki film z dynamicznego spaceru po Warszawie, a algorytm sam dopasowuje rytm i tempo (BPM).
- System analizuje emocje na obrazie i przekłada je na dźwięki instrumentów.
To jak filtr w kawie – odcina zbędny szum i zostawia czystą esencję nastroju, którą chcesz przekazać w swoim wideo na TikToku czy YouTube bez martwienia się o prawa autorskie.
Wokal, który brzmi jak żywy człowiek
W mojej pracy z technologiami widziałem wiele syntezatorów mowy, ale to, co dzieje się tutaj, budzi lekki dreszcz. Lyria 3 nie tylko generuje melodię, ale potrafi "zaśpiewać" tekst z naturalnymi oddechami i intonacją.

Ale spokojnie, nie jest to kolejna "bezduszna maszyna". Twórca ma pełną kontrolę nad 30-sekundowymi fragmentami, mogąc regulować każdy detal: od gatunku muzycznego po poziom melancholii w głosie.
Jak to działa w praktyce? (Mały lifehack)
Jeśli tworzysz treści do sieci, nie szukaj gotowców w darmowych bibliotekach, które słyszeli już wszyscy. Wgraj kadr ze swojego filmu do nowego narzędzia Google i poproś o "podkręcenie basu w połowie". Otrzymasz unikalny utwór, którego nikt inny na świecie nie posiada.
Pułapka czy ratunek dla artystów?
Wielu moich znajomych z branży kreatywnej obawia się kradzieży tożsamości głosowej. Google wprowadziło jednak rozwiązanie o nazwie SynthID. To cyfrowy znak wodny, którego ludzkie ucho nie usłyszy, ale algorytmy rozpoznają natychmiast.
Dzięki temu zawsze będzie wiadomo, czy utwór wyszedł spod ręki człowieka, czy procesora. W dobie deepfake'ów to kluczowe zabezpieczenie, które chroni prawdziwych muzyków przed nieuczciwą konkurencją.
Granica między twórczością ludzką a cyfrową właśnie staje się niemal niewidoczna. Czy czujecie się komfortowo z myślą, że Wasza ulubiona piosenka mogła powstać na podstawie jednego zdjęcia? Dajcie znać w komentarzach, co o tym sądzicie!