Wyobraź sobie, że podchodzisz do brzegu w Sopocie lub Kołobrzegu, a morza po prostu nie ma tam, gdzie powinno być. To nie scenariusz filmu katastroficznego, ale zjawisko, które właśnie wprawiło w osłupienie badaczy zajmujących się naszym regionem. Bałtyk stracił niewiarygodne 275 miliardów ton wody, co doprowadziło do spadku poziomu morza do granic, których nie notowano od XIX wieku.

W dzisiejszych czasach non-stop słyszymy o podnoszeniu się poziomu oceanów, więc nagły „odpływ” Bałtyku wydaje się kompletnym paradoksem. Sam, śledząc dane meteorologiczne z ostatnich tygodni, przecierałem oczy ze zdumienia. Dlaczego nasze morze nagle zaczęło przypominać opróżnianą wannę?

Rekord, który przetrwał półtora wieku

Na początku lutego poziom wody w Bałtyku spadł o 67 centymetrów poniżej średniej ustalonej jeszcze w 1886 roku. To najniższy wynik od 140 lat. W mojej praktyce obserwatora trendów klimatycznych rzadko trafiam na momenty, gdy natura tak brutalnie łamie wieloletnie statystyki.

Dr Tomasz Kiewski z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk wskazuje, że nie jest to przypadkowe wahnięcie. To rzadka kombinacja czynników, w której główną rolę odgrywa... Arktyka.

Dlaczego poziom Bałtyku nagle spadł o 67 cm poniżej normy - image 1

Efekt „otwartej lodówki” i wiatr jak tłok

Co tak naprawdę wypchnęło wodę z naszego morza? Okazuje się, że winne są nietypowe, długotrwałe wiatry wschodnie. Zadziałały one jak gigantyczny tłok, przepychając masy wody przez Cieśniny Duńskie prosto do Morza Północnego. Ale to tylko połowa zagadki. Skąd te wiatry?

  • Słabnący wir polarny: To system cyrkulacji nad biegunem, który zazwyczaj trzyma mróz „w ryzach”.
  • Blokada wyżowa: Nad regionem osiadło wysokie ciśnienie, które uniemożliwiło wejście wilgotnych, zachodnich mas powietrza.
  • Brak sztormów: Zazwyczaj to one „wpychają” wodę do Bałtyku. Ich brak pogłębił deficyt.

Naukowcy nazywają to obrazowo efektem otwartej lodówki. Gdy drzwi nad Arktyką się uchylają, zimne powietrze ucieka na południe, całkowicie zmieniając układ sił nad Europą i „przerysując” mapę naszych wybrzeży.

Dlaczego powinno to nas niepokoić?

Może Ci się wydawać, że niższy poziom wody to tylko szersza plaża i ciekawostka dla turystów. Ale jest też druga strona medalu. Mniej wody oznacza inne zasolenie i zaburzenie prądów, co jest prostą drogą do zakwitu sinic latem. Mniej tlenu w wodzie to gigantyczny stres dla ryb, co wkrótce możesz odczuć w cenach świeżego dorsza w lokalnej smażalni.

Arktyka grzeje się cztery razy szybciej

Być może zastanawiasz się: „Skoro jest globalne ocieplenie, to dlaczego wieje lodem i woda odpływa?”. Otóż Arktyka nagrzewa się cztery razy szybciej niż reszta planety. To tempo sprawia, że stabilne niegdyś systemy pogodowe zaczynają „wariować”.

Warto zapamiętać: To, co dzieje się tysiące kilometrów na północ od nas, ma bezpośredni wpływ na to, czy Twój ulubiony helski cypel będzie w tym roku wyglądał tak samo jak zawsze.

Wszystko to pokazuje, że Bałtyk nie jest odizolowanym bajorem, ale czułym barometrem globalnych zmian. A Ty zauważyłeś, że w tym roku nasze morze zachowuje się inaczej niż zwykle? Może podczas zimowego spaceru plaża wydała Ci się podejrzanie szeroka?