W mediach społecznościowych wyglądało to na przełom: szklanka wody ze szczyptą soli o poranku miała sprawić, że poziom energii wystrzeli w górę, cera nabierze blasku, a trawienie stanie się idealne. Postanowiłam sprawdzić to na sobie. Po trzydziestu dniach mam jeden wniosek: to nie jest historia sukcesu, o jakiej marzycie.

Jak zaczęła się moja przygoda z „solnym detoksem”

Wideo na TikToku było niezwykle przekonujące. Dziewczyna z nieskazitelną cerą tłumaczyła, że poranna woda z solą „budzi komórki”, pomaga organizmowi w detoksie i daje kofeinowy zastrzyk energii bez picia kawy. W komentarzach setki osób przysięgały, że to zmieniło ich życie.

Pomyślałam: co może pójść nie tak? Sól i woda to składniki, które kosztują grosze. Jeśli nie pomoże, to przecież nie zaszkodzi. Ustaliłam prosty protokół: codziennie rano, tuż po przebudzeniu, wypijałam szklankę wody z solidną szczyptą soli kuchennej. Przed kawą, przed śniadaniem, na pusty żołądek. Przez bite trzydzieści dni.

Pierwsze dwa tygodnie: Ciało zaczęło wysyłać sygnały

W pierwszym tygodniu czekałam na cuda. Nie nadeszły. Czułam się dokładnie tak samo jak zawsze – ani więcej energii, ani mniej. Smak był specyficzny, ale do przeżycia. Jednak około piątego dnia zauważyłam coś dziwnego: poranne wzdęcia. Nie była to tragedia, ale czułam dyskomfort, którego wcześniej nie znałam.

W drugim tygodniu wątpliwości narastały. Moja skóra wyglądała identycznie, a trawienie zamiast się poprawić, stało się jakby ociężałe. Zaczęłam kopać głębiej, szukając artykułów naukowych zamiast rad influencerów. I oto, co odkryłam:

  • Mit o „nawadnianiu komórkowym”: Nasze nerki świetnie radzą sobie z regulacją sodu. Dodatkowa sól rano wcale nie „budzi” komórek – ona po prostu dorzuca sód do diety, która u większości Polaków i tak jest już nim przeładowana.
  • Fatamorgana detoksu: Wątroba i nerki oczyszczają nas 24 godziny na dobę. Woda z solą im w tym nie pomaga, a wręcz funduje im nadgodziny.
  • Podrażnienie żołądka: Sól na czczo może działać drażniąco na śluzówkę, co tłumaczyło moje mdłości.

Dlaczego piłam wodę z solą każdego ranka i co na to moje ciało - image 1

Finał eksperymentu: Rezultat, którego nie było

Dociągnęłam do końca miesiąca, choć mój entuzjazm dawno wyparował. Po 30 dniach bilans był marny: brak przypływu energii, cera bez zmian, nawodnienie na tym samym poziomie co przy zwykłej wodzie. Jedyna różnica? Częstszy dyskomfort w brzuchu i... lekko podwyższone ciśnienie.

Co na to medycyna?

Moja lekarka rodzinna zareagowała wymownym westchnieniem: „Znowu ten internet”. Wyjaśniła mi ryzyka, o których milczą media społecznościowe:

  • Obciążenie nerek: Muszą przefiltrować nadmiar soli, co jest zbędnym wysiłkiem.
  • Zatrzymywanie wody: Sól „trzyma” płyny, stąd te wzdęcia i sporadyczna opuchlizna pod oczami rano.
  • Ukryte zagrożenie dla serca: Nawet małe dawki sodu przyjmowane regularnie mogą stopniowo podnosić ciśnienie tętnicze.

Kiedy elektrolity mają sens?

Należy pamiętać o ważnym niuansie: uzupełnianie elektrolitów nie jest złe, ale nie jest potrzebne każdemu na co dzień. Mają one sens tylko w konkretnych przypadkach:

  1. Po intensywnym treningu trwającym ponad godzinę.
  2. W czasie upałów, gdy pracujesz fizycznie na zewnątrz.
  3. Podczas choroby (gorączka, wymioty).

Ale rano, po normalnie przespanej nocy i przed pracą przy biurku? Zwykła woda to wszystko, czego potrzebujesz.

Wróciłam do podstaw

Eksperyment zakończony. Wróciłam do szklanki czystej wody rano, czasem z plasterkiem cytryny dla smaku. I wiecie co? Czuję się świetnie. Wzdęcia zniknęły, a ja przestałam wierzyć w „magiczne mikstury”.

Internet jest pełen szybkich trików na zdrowie, ale prawda jest nudna: szklanka czystej wody bez zbędnych rytuałów to najlepszy start dnia. A Wy próbowaliście kiedyś takich „cudownych” metod z internetu? Przyniosły jakikolwiek efekt, czy tylko rozczarowanie?