Jeszcze niedawno zakup elektryka z napędem na cztery koła wiązał się z wydatkiem rzędu ceny luksusowego apartamentu w Warszawie. Dziś te czasy odchodzą do lamusa. Zauważyłem, że europejski rynek przechodzi właśnie cichą rewolucję, a producenci znaleźli sposób, by oferować systemy 4x4 w cenach, które jeszcze rok temu uznano by za błąd w druku.
W mojej praktyce rzadko widuję tak drastyczne zmiany w tak krótkim czasie. Klucz do zagadki jest prosty: konstrukcja silników elektrycznych eliminuje potrzebę stosowania ciężkich wałów napędowych i skomplikowanych mechanizmów różnicowych. Wystarczy dodatkowy silnik przy osi i nagle Twój samochód staje się stabilniejszy na śliskiej drodze, nie tracąc przy tym luksusowej dynamiki.
Dlaczego ceny napędu AWD spadają tak gwałtownie?
W tradycyjnym samochodzie spalinowym dołożenie napędu na tył to inżynieryjny koszmar. W elektryku to w dużej mierze kwestia oprogramowania i montażu gotowego modułu napędowego. Ale uwaga, jest pewien niuans – choć takie auto prowadzi się jak po sznurku, zazwyczaj waży nieco więcej, co odbija się na zasięgu.
Mimo to, korzyści są nie do przecenienia:
- Lepsza trakcja na mokrej nawierzchni i śniegu (kluczowe przy polskich zimach).
- Błyskawiczna reakcja na wciśnięcie pedału przyspieszenia.
- Precyzyjne rozdzielanie mocy między koła w ułamku sekundy.
- Większe poczucie bezpieczeństwa podczas wyprzedzania.
Nowi liderzy opłacalności: Modele, które zmieniają zasady gry
Największym zaskoczeniem ostatnich miesięcy jest bez wątpienia Škoda Elroq. W wersji 4x4 oferuje ona aż 286 koni mechanicznych. Co najbardziej imponuje? Realny zasięg na poziomie 578 km według normy WLTP. Jeszcze trzy lata temu takie parametry mieli tylko właściciele topowych modeli Tesli czy Porsche.

Cena około 45 800 euro (ok. 200 tys. zł) sprawia, że ten elektryk wchodzi w bezpośrednie starcie z dobrze wyposażonymi SUV-ami z silnikiem Diesla. A to dopiero początek.
Miejskie SUV-y, które nie boją się błota
Jeśli szukasz czegoś bardziej kompaktowego, warto zwrócić uwagę na azjatycką ofensywę:
- Suzuki e Vitara: To techniczny bliźniak Toyoty, który startuje z poziomu ok. 185 tys. zł za prawdziwe 4x4.
- Toyota Urban Cruiser: Solidny zasięg 395 km i sprawdzona japońska technologia.
- MINI Countryman SE: Ma aż 313 koni mechanicznych i sportowy pazur, za który kiedyś płaciło się fortunę.
Chińska presja i nieoczywiste wybory
Byłbym jednak nieszczery, gdybym nie wspomniał o największym graczu na tym boisku. Chiński Leapmotor C10 oferuje... 585 koni mechanicznych w cenie średniej klasy Volkswagena. To jak jazda bolidem w cenie rodzinnego kombi. Czy Polacy przekonają się do nowych marek? Czas pokaże, ale konkurencja zmusza europejskich gigantów do obniżek, na czym korzystamy my – kierowcy.
Bywa też egzotycznie: na rynku pojawia się elektryczny pickup KGM Musso EVX z technologią od BYD. To dowód na to, że prąd i napęd na obie osie trafiają już nawet do aut do ciężkiej pracy.
Moja rada: Zanim zdecydujesz się na zwykłego elektryka z napędem na przód, sprawdź ofertę wersji AWD. Różnica w cenie stała się tak mała, że rezygnacja z bezpieczeństwa, jakie daje napęd na cztery koła, po prostu przestała się opłacać.
A Wy co myślicie? Czy przy naszych zmiennych warunkach pogodowych napęd 4x4 w aucie elektrycznym to już absolutna podstawa, czy wciąż zbędny bajer, który tylko szybciej rozładowuje baterię?