Budzisz się rano, wyglądasz przez okno i przecierasz oczy ze zdumienia. Zamiast mroźnego krajobrazu widzisz słońce, a termometr pokazuje wartości, których spodziewałbyś się raczej w kwietniu. Choć instynktownie chcemy zrzucić grube kurtki, meteorolodzy ostrzegają: to "odwrócony" wir polarny płata nam figla, który może mieć słony rachunek.
Co się dzieje z pogodą? "Ucieczka" mrozu na północ
W ostatnich dniach, szczególnie w USA, ale i z tendencją docierającą nad Europę, obserwujemy ekstremalne skoki temperatur. Po fali arktycznego mrozu nastąpiło gwałtowne ocieplenie. W miejscach, gdzie niedawno szalały śnieżyce, nagle odnotowano nawet +15°C. To nie jest zwykła odwilż – to efekt stabilizacji wiru polarnego.
W mojej praktyce obserwatora trendów klimatycznych rzadko widuje się tak drastyczne "wahadło". Eksperci, jak Jacqueline Anderson z NWS, tłumaczą to prosto: wir polarny zachowuje się jak ogromna, podniebna bariera. Gdy jest silny, trzyma mróz zamknięty na biegunie. Gdy słabnie, zimne powietrze rozlewa się na południe jak galareta.
Jak działa ten mechanizm?
- Silny wir: Działa jak szczelny płot, zatrzymując mroźne masy w Arktyce.
- Osłabiony wir: "Płot" pęka, mróz ucieka do nas, a ciepłe powietrze wdziera się na północ.
- Obecna sytuacja: Wir próbuje się odbudować, co wypycha ciepłe masy powietrza w naszą stronę, dając złudne poczucie wiosny.
Dlaczego nie warto jeszcze chować zimowych butów?
To, co teraz czujemy, to tylko krótka przerwa w walce żywiołów. Ten pogodowy "rollercoaster" jest wyjątkowo zdradliwy. Bywa, że po kilku dniach, gdy rośliny zaczynają budzić się do życia, wir polarny znów "pulsuje", wysyłając kolejną porcję arktycznego powietrza prosto w nasze ogrody i ulice.

Warto pamiętać o jednej zasadzie: im gwałtowniejszy jest skok temperatury w górę, tym boleśniej odczujemy powrót do normy. W Polsce i Europie Środkowej często działa to na zasadzie naczyń połączonych – to, co dzieje się nad Ameryką, z kilkudniowym opóźnieniem wpływa na ruchy mas powietrza nad Atlantykiem.
Moja rada na te "szalone" dni:
Zamiast całkowitej zmiany garderoby, postaw na metodę "na cebulkę", ale z jedną modyfikacją. Zawsze miej w samochodzie lub torebce czapkę i rękawiczki, nawet jeśli świeci piękne słońce. W dobie niestabilnego wiru polarnego, temperatura potrafi spaść o 10 stopni w ciągu zaledwie dwóch godzin. To nie czarnowidztwo, to nowa norma klimatyczna.
Czy to już koniec prawdziwych zim?
Klimatolodzy zauważają, że wir polarny staje się coraz bardziej "pofalowany". Zjawiska ekstremalne – od rekordowych upałów w lutym po śnieżyce w maju – przestają być sensacją, a stają się codziennością. To tak, jakby system klimatyczny Ziemi stracił swój precyzyjny termostat.
A Wy jak znosicie takie skoki temperatury? Czy Wasze organizmy też wysyłają sygnały ostrzegawcze, gdy termometr szaleje w ciągu jednej doby? Dajcie znać w komentarzach!