Kiedy syn Roberta i Eglė zaczął gorączkować, rodzice byli przekonani, że to zwykła infekcja. Nikt nie spodziewał się, że niewinne pytanie lekarza o „ewentualny upadek” podczas badania USG stanie się początkiem walki o życie, w której stawką jest 350 tysięcy euro. To historia o tym, jak instynkt matki ocalił dziecku czas, którego lekarze początkowo nie chcieli im dać.
„To tylko wirus” – pułapka zdalnych konsultacji
W dzisiejszym zabieganym świecie często polegamy na szybkich poradach. Mały Adam, mieszkający z rodzicami w Anglii, zaczął nagle chorować. Był blady, kaszlał, a temperatura nie spadała. Diagnoza postawiona przez telefon? Zwykły wirus i tydzień antybiotykoterapii.
Jednak po zakończeniu leczenia gorączka wróciła. To właśnie wtedy zadziałał matczyny instynkt. Eglė nie czekała na kolejny telefon – zabrała syna prosto na ostry dyżur. To była decyzja, która zmieniła resztę ich życia.
Pytanie, które zmroziło krew w żyłach
Pamiętam z własnego doświadczenia, że najgorsza jest niepewność, ale czasem prawda bywa jeszcze trudniejsza do udźwignięcia. Podczas badania USG lekarz zadał dziwne pytanie: „Czy Adam ostatnio upadł lub mocno się uderzył?”.
Rodzice byli zdezorientowani. Gdy zaprzeczyli, padły słowa, po których – jak opisuje Eglė – „otworzyła się pod nimi przepaść”. To nie był uraz mechaniczny. To był guz na nerce. U 14-miesięcznego chłopca zdiagnozowano neuroblastomę – podstępny nowotwór układu nerwowego.
Półtora roku walki i powracający wróg
- Wielomiesięczna, wyniszczająca chemioterapia.
- Operacja usunięcia nerki.
- Przeszczep komórek macierzystych.
- 12 sesji radioterapii i bolesna immunoterapia.
Mimo tak intensywnego leczenia, nowotwór zmutował (mutacja NYCM) i stale powraca. Standardowa medycyna w ramach państwowego ubezpieczenia rozkłada ręce, oferując jedynie chemioterapię „podtrzymującą”, która hamuje komórki rakowe, ale ich nie zabija.

Ostatnia szansa za 350 tysięcy euro
Tu nie chodzi o cud, ale o nowoczesną naukę. Jedyną nadzieją dla Adama jest terapia komórkowa CAR-T, prowadzona w formie badań klinicznych w Rzymie. To metoda, która uczy własny układ odpornościowy pacjenta, jak rozpoznawać i niszczyć konkretne komórki nowotworowe.
Koszt? 300 tysięcy funtów, czyli około 1,5 miliona złotych. Kwota, która dla przeciętnej rodziny jest barierą nie do przejścia bez pomocy ludzi o wielkich sercach. Rodzice Adama prowadzą zbiórkę na platformie GoFundMe, wierząc, że każde euro przybliża ich do celu.
Jak rozpoznać, że „zwyczajna” choroba to coś więcej?
W mojej pracy często spotykam historie, gdzie kluczowy był czas. Jeśli Twoje dziecko:
- Jest nienaturalnie blade i osłabione przez dłuższy czas.
- Ma powracające gorączki bez wyraźnego źródła infekcji.
- Skarży się na bóle brzucha, które nie mijają po lekach rozkurczowych.
Nigdy nie lekceważ swojej intuicji. Lepiej wykonać o jedno badanie USG za dużo, niż o jedno za mało.
Mały wojownik, który kocha koszykówkę
Patrząc na Adama, trudno uwierzyć w jego cierpienie. Kiedy czuje się lepiej, jest typowym, pełnym energii chłopcem, który uwielbia piłkę nożną i koszykówkę. Jedynie rurka nosowo-żołądkowa na jego twarzy przypomina o trwającej bitwie. Jego postawa inspiruje nawet innych rodziców na oddziale onkologii w Cambridge.
Czy uważacie, że nowoczesne terapie genowe, takie jak CAR-T, powinny być refundowane w całej Europie, niezależnie od kraju pochodzenia pacjenta? Czekamy na Wasze głosy w komentarzach.