Mieszkańcy wileńskiej dzielnicy Pašilaičiai wciąż nie mogą otrząsnąć się z szoku po scenach, które rozegrały się w biały dzień. Płonące BMW i biegający wokół niego mężczyzna w samej bieliźnie to widok, który błyskawicznie obiegł media społecznościowe. Jeśli myśleliście, że to tylko kadr z filmu akcji, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej niepokojąca.
W mojej praktyce dziennikarskiej rzadko spotykam tak absurdalne, a jednocześnie groźne połączenie zdarzeń. Całe zajście rozpoczęło się około godziny piętnastej, kiedy czarny sedan zjechał z drogi, a chwilę później stanął w ogniu. Świadkowie relacjonują, że kierowca nie próbował ratować pojazdu – wręcz przeciwnie, zaczął zdejmować ubrania i uciekać przez okoliczne pola.
Dlaczego ten incydent postawił służby na nogi?
Kiedy na miejsce dotarli strażacy, ogień trawił już nie tylko luksusowe auto, ale zaczął przenosić się na okoliczne trawniki. Mieszkańcy podjęli próbę obywatelskiego zatrzymania półnagiego uciekiniera, jednak ten wykazał się niezwykłą determinacją w ucieczce. Oto co wiemy o przebiegu tej nietypowej akcji:

- Auto stanęło w płomieniach celowo: Wiele wskazuje na to, że właściciel sam podłożył ogień po wcześniejszym wypadnięciu z trasy.
- Błyskawiczna reakcja sąsiadów: Ludzie ruszyli w pościg za mężczyzną, dokumentując każdy jego krok telefonami.
- Służby w gotowości: Na miejscu pojawiło się kilka zastępów straży oraz liczne patrole policji.
Kto stoi za „show” w bieliźnie?
Przez kilka godzin tożsamość sprawcy pozostawała tajemnicą, co tylko podsycało plotki w lokalnych grupach na Facebooku. Jednak, jak potwierdziła rzeczniczka wileńskiej policji, funkcjonariuszom udało się już ustalić dane mężczyzny. Choć motywy jego działania wciąż są badane, sprawa nabiera tempa prawnego.
Warto zauważyć, że takie zachowanie często wynika z silnego szoku lub innych czynników ograniczających poczytalność. Przy okazji przypominam: jeśli widzisz pożar samochodu, zachowaj dystans co najmniej 30-50 metrów. Wybuch zbiornika paliwa to nie mit, a realne zagrożenie dla gapiów z aparatami.
A jak Wy zareagowalibyście, widząc taką scenę pod swoim blokiem? Czy ruszylibyście w pościg, czy raczej starali się zabezpieczyć teren? Czekam na Wasze opinie w komentarzach poniżej.