Pamiętacie te wszystkie zapewnienia, że silniki spalinowe to już przeszłość? Okazuje się, że rzeczywistość brutalnie zweryfikowała optymistyczne wykresy w Excelu. Jeden z największych graczy na rynku, koncern Stellantis, właśnie wykonuje gwałtowny zwrot, którego nikt się nie spodziewał – olej napędowy wraca do łask w autach, które miały być już tylko "na prąd".
Plan był ambitny, ale portfele kierowców powiedziały „nie”
Jeszcze niedawno słyszeliśmy, że do 2030 roku w Europie kupimy tylko elektryki. Tymczasem w salonach w Polsce i całej Unii wieje chłodem – popyt na auta EV hamuje, a giganci liczą straty idące w miliardy euro. Zauważyłem, że klienci po prostu przestali wierzyć w bezproblemową jazdę na baterii, zwłaszcza gdy przychodzi do planowania dłuższej trasy na urlop czy holowania przyczepy.
Zamiast walczyć z wiatrakami, Stellantis (właściciel m.in. Opla, Peugeota i Citroëna) postanowił posłuchać głosu rozsądku. Efekt? Silniki diesla pojawią się w co najmniej siedmiu modelach, które wcześniej skazywano na technologiczną emeryturę.
Które modele znów zatankujesz „pod korek”?
Jeśli planujesz zmianę auta, lista powrotów może Cię zaskoczyć. Diesel nie znika, a wręcz wzmacnia swoją pozycję w tych autach:

- Opel: Modele Astra oraz Combo.
- Peugeot: Popularna 308-mka oraz rodzinny, siedmioosobowy Rifter.
- Citroën: Nieśmiertelny Berlingo.
- DS Automobiles: Eleganckie DS 4 oraz SUV DS 7.
- Alfa Romeo: Cała gama (Tonale, Stelvio, Giulia) pozostaje wierna jednostkom wysokoprężnym.
Trzy powody, dla których diesel wygrywa z prądem
W mojej praktyce obserwuję, że emocje wokół ekologii przegrywają z twardą ekonomią. Dlaczego koncerny wracają do korzeni?
- Cena zakupu: Produkcja nowoczesnego diesla jest wciąż tańsza niż budowa auta z gigantycznym akumulatorem. To oznacza niższą ratę leasingu dla klienta.
- Brak chińskiej konkurencji: Producenci z Chin zalewają Europę tanimi elektrykami, ale niemal zupełnie nie potrafią (lub nie chcą) budować dobrych diesli. To bezpieczna przystań dla marek z tradycjami.
- Praktyczność zimą: W polskich warunkach, gdzie temperatura w styczniu potrafi spaść solidnie poniżej zera, zasięg elektryka topnieje w oczach. Diesel oferuje stałe 800-1000 km na jednym baku, niezależnie od pogody.
Warto wiedzieć: Stellantis to nie jedyny przykład „odwrotu”. W USA przywrócono potężne silniki V8 do Jeepa Cherokee, a kultowy Fiat 500, który miał być wyłącznie elektryczny, właśnie dostał nową wersję hybrydową, bo nikt nie chciał przepłacać za samą baterię.
Co to oznacza dla nas?
To jasny sygnał, że śmierć diesla była przedwczesna. Jeśli szukasz auta, które nie traci drastycznie na wartości i pozwoli Ci przejechać całą Polskę bez nerwowego szukania sprawnej ładowarki, najbliższe lata w salonach mogą być bardzo interesujące.
A jakie jest Wasze zdanie: czy powrót do diesla to krok wstecz, czy jedyny sposób, by motoryzacja pozostała przystępna dla zwykłego człowieka? Dajcie znać w komentarzach!