Większość z nas wierzy, że idealna pizza wymaga godzin wyrastania drożdży i specjalistycznego pieca. Tymczasem największy błąd popełniamy już na starcie, tracąc czas na skomplikowane receptury, które w domowych warunkach często kończą się twardym zakalcem. Odkryłam jednak metodę, która całkowicie zmienia zasady gry w polskiej kuchni.

Zapomnij o drożdżach – czas na „puchate” ciasto

Sekretem nie jest mąka typu 00, a produkt, który każdy z nas ma w lodówce: zwykły kefir lub gęsta śmietana. Dzięki reakcji kwasu mlekowego z sodą, ciasto staje się niewiarygodnie elastyczne i miękkie w zaledwie kilka minut. W mojej praktyce to jedyny sposób na pizzę „na już”, która smakuje jak z dobrej restauracji w Warszawie czy Krakowie.

Czego będziesz potrzebować?

  • 1 szklanka kefiru (najlepiej w temperaturze pokojowej);
  • 2 jajka i 2 szklanki mąki pszennej;
  • 0,5 łyżeczki sody i soli, 1 łyżeczka cukru;
  • 2 łyżki oleju roślinnego (to klucz do elastyczności).

Dlaczego doświadczone gospodynie dodają kefir do ciasta na pizzę - image 1

Triki, których nie znajdziesz w książkach kucharskich

Zanim zaczniesz układać składniki, musisz poznać jeden ważny detal. Ciasto na kefirze jest dość gęste i lepkie – to normalne! Zamiast podsypywać je mąką (co sprawi, że będzie twarde), natłuść dłonie olejem. Teraz z łatwością rozciągniesz je na blaszce, tworząc idealnie cienki spód.

Sos to serce pizzy. Zamiast ketchupem, posmaruj spód mieszanką koncentratu pomidorowego, majonezu i świeżo przeciśniętego czosnku. To połączenie tworzy barierę, dzięki której dodatki nie „namoczą” ciasta podczas pieczenia.

Dodatki, które robią różnicę:

  • 150 g dobrej wędzonej wędliny (np. polska krakowska);
  • Dużo sera (około 300 g) – najlepiej mieszanka mozzarelli i goudy;
  • Papryka i pomidory pokrojone w bardzo cienkie plastry.

Szybki finał: 20 minut i gotowe

Nagrzej piekarnik do 180 stopni. W przeciwieństwie do tradycyjnej pizzy, ta wersja nie lubi ekstremalnie wysokich temperatur – potrzebuje czasu, by kefir „zapracował” w środku. Piecz przez 20-30 minut, aż brzegi staną się złociste, a ser zacznie bąbelkować.

To rozwiązanie uratowało niejeden mój wieczór, gdy goście zapowiedzieli się z krótkim wyprzedzeniem. A Wy jakiego nietypowego składnika używacie, żeby przyspieszyć gotowanie w domu? Dajcie znać w komentarzach!