Nagły goście w drzwiach, a w szafce pustka? Większość z nas wpada wtedy w panikę, szukając w sieci skomplikowanych przepisów na ciasta, które i tak nie wyjdą. Tymczasem rozwiązanie tego problemu zajmuje dokładnie 7 minut i wymaga tylko trzech podstawowych składników, które prawdopodobnie masz już w swojej kuchni.
Przyznam szczerze: kiedy pierwszy raz usłyszałem o pieczeniu bez piekarnika, byłem sceptyczny. W mojej praktyce kulinarnej deser z mikrofalówki kojarzył się raczej z gumowatą strukturą niż z puszystym biszkoptem. Okazało się jednak, że kluczem nie jest technika, ale jeden konkretny składnik, który zmienia wszystko.
Zapomnij o mące i jajkach
Sekretem tego deserowego "oszustwa" jest wykorzystanie gotowej bazy, która ma już w sobie idealne proporcje tłuszczu i cukru. Zamiast bawić się w odmierzanie gramatury, wystarczy sięgnąć po paczkę popularnych ciasteczek.
- 500 g ciastek czekoladowych (najlepiej sprawdzają się Oreo lub markizy z Biedronki);
- 250 ml mleka (w temperaturze pokojowej);
- 10 g proszku do pieczenia.
Jak to zrobić, żeby nie wyszedł zakalec?
Wrzucasz ciastka do blendera i mielisz je na drobny pył. To Twoja "mąka". Mieszacie to z proszkiem do pieczenia, dolewacie mleko i gotowe. Ale tutaj pojawia się ważny detal: formę do mikrofalówki musisz koniecznie wyłożyć pergaminem. Bez tego spód może stać się twardy, czego nikt nie lubi.

Wstawiasz masę na 7 minut przy najwyższej mocy. Bywa, że urządzenie ma mniejszą siłę grzania – wtedy wystarczy dodać jeszcze 120 sekund. Sprawdź ciasto wykałaczką; jeśli jest sucha, masz sukces w kieszeni.
Triki na wykończenie "premium"
Samo ciasto to baza, ale to polewa sprawia, że wygląda jak z kawiarni na warszawskim Nowym Świecie. Masz trzy drogi:
- Klasyczna: Rozpuść 100 g czekolady w 40 ml gorącego mleka i polej wystudzone ciasto.
- Szybka: Wykorzystaj dżem morelowy i posyp wierzch posiekanymi orzechami włoskimi.
- Bogata: Ubij śmietanę 30% z cukrem pudrem i kakao, tworząc puszysty krem.
Warto pamiętać o jednej rzeczy: to ciasto najlepiej smakuje od razu po przygotowaniu. Jest wtedy niesamowicie wilgotne i aromatyczne, niemal jak profesjonalny fondant czekoladowy.
A Wy jak radzicie sobie z niespodziewaną ochotą na słodkie? Macie swoje sprawdzone patenty na desery "z niczego", które zawsze wychodzą?