Wchodzisz do Biedronki lub Lidla, widzisz żółtą etykietę z napisem „Promocja” i wkładasz produkt do koszyka, ciesząc się z oszczędności. Jednak przy kasie czeka Cię zimny prysznic – na ekranie wyświetla się kwota o kilka złotych wyższa. Myślisz, że to błąd systemu, ale rzeczywistość prawna może Cię mocno zdziwić.
Moment, w którym zawierasz umowę
Wielu z nas żyje w przekonaniu, że cena przyklejona do regału jest święta i ostateczna. W mojej praktyce konsumenckiej zauważyłem jednak, że wyświetlenie towaru na półce to technicznie jedynie zaproszenie do zawarcia umowy, a nie oferta w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Prawdziwa transakcja odbywa się dopiero przy kasie. To właśnie tam, gdy skaner „pika”, a Ty wyciągasz kartę płatniczą, dochodzi do finalnego porozumienia między Tobą a sklepem. Co to oznacza w praktyce?
- Cena na półce bywa nieaktualna: Pracownicy często nie nadążają ze zmianą kartoników po zakończonej promocji.
- Błąd systemu: Cyfrowe bazy danych mogą aktualizować się szybciej niż fizyczne etykiety w sklepie.
- Twoja decyzja musi być szybka: Jeśli zauważysz różnicę, musisz reagować natychmiast, zanim zapłacisz.
Dlaczego tak się dzieje w polskich marketach?
W okresach wielkich wyprzedaży lub przed świętami, kiedy ceny zmieniają się dynamicznie, chaos na półkach staje się codziennością. Choć polskie prawo (Ustawa o informowaniu o cenach towarów i usług) teoretycznie chroni konsumenta, mówiąc, że w przypadku rozbieżności mamy prawo do zakupu po cenie korzystniejszej, procedura ta bywa drogą przez mękę.

Bywa tak: zauważasz błąd, kasjer wzywa kierownika, a za Tobą rośnie kolejka zniecierpliwionych klientów. Wiele osób dla świętego spokoju po prostu macha ręką i płaci więcej, na co po cichu liczą niektóre sieci handlowe.
Złota zasada świadomego klienta
Zamiast tracić nerwy po odejściu od kasy, zastosuj prosty trik, który uratował mój portfel już dziesiątki razy. Patrz na monitor kasjera, a nie do portfela w momencie skanowania produktów. To jest ten ułamek sekundy, w którym masz najwięcej władzy jako kupujący.
- Zawsze bierz paragon – to Twój jedyny dowód, by walczyć o zwrot różnicy w punkcie obsługi klienta.
- Rób zdjęcia cenom na półkach, jeśli kupujesz droższe produkty w promocji.
- Pamiętaj: po dokonaniu płatności prawnie uznaje się, że zaakceptowałeś cenę widoczną na terminalu.
Podsumowanie: Kto ma rację?
Choć technologia idzie do przodu, a kasy samoobsługowe stają się standardem, problem "rozjechanych" cen nie znika. Sklepy to skomplikowane machiny, w których błąd ludzki lub opóźnienie w systemie uderza bezpośrednio w Twoje oszczędności. Sprzedawca ma obowiązek sprzedać Ci towar po cenie z półki, ale to Ty musisz się o to upomnieć.
Czy zdarzyło Wam się kiedyś, że sklep odmówił sprzedaży towaru po cenie z etykiety? Jak zakończyła się ta sytuacja?